Imię i nazwisko: Ewa Chrapkowska
Wiek: 26l
Schorzenie: kręgozmyk IV stopnia
Opis sytuacji zdrowotnej:
Zalecenia lekarskie były jednoznaczne: Ewa ma czekać na operację. Powinna unikać intensywnej aktywności ruchowej, aby nie pogorszyć swojego stanu zdrowia. Ze względu na młody wiek zachęcano ją do wykonywania delikatnych ćwiczeń, aby proces rehabilitacji i rekonwalescencji po operacji przebiegł sprawniej. Każdy fizjoterapeuta i lekarz, który konsultował Ewę unikał zalecania jakiejkolwiek regularnej aktywności w formie sportu lub rekreacji. Diagnoza, którą Ewa usłyszała, załamała ją psychicznie. Z dnia na dzień praktycznie wyłączyła z się z życia: przestała wychodzić z przyjaciółmi, przestała się ruszać. Oprócz ratowania zdrowia fizycznego pojawiła się się obawa o zdrowie psychiczne.
Pierwszy kontakt ze mną:
Ewy przyszła do mnie, gdy zdała sobie sprawę, że słuchanie lekarzy i brak aktywności wcale nie przynosi jej ulgi. Bywały dni, że czuła się wręcz gorzej mimo stosowania się do zaleceń. Pomyślała, że skoro leżenie nie przynosi ulgi, to może należałoby zrobić coś inaczej i skonsultować swój stan z kimś, kto się zna na pracy z osobami z różnymi deficytami ruchowymi czy zdrowotnymi. Po analizie ruchowej, zauważyłem ogromną przestrzeń i możliwość do tego, aby wprowadzić ruch i bardziej wymagające ćwczenia, jednak najpierw trzeba było uporać się ze skutkami leżenia w łóżku przez rok.
Przebieg współpracy:
Ewa dostała ode mnie zielone światło do aktywności fizycznej. Pierwsze miesiące były bardzo ciężkie. Przeplatane łzami, zwątpieniem w siebie, w sukces całej terapii. Bardzo często po okresie poprawy pojawiało się pogorszenie samopoczucia. Uświadamiałem ją, że cały czas idziemy do przodu i mimo, że dzisiaj czuje się gorzej to wiąż jest znacznie lepiej niż kiedykolwiek. Leżenie przez rok przyniosło wiele negatywnych skutków. Powtarzałem, że wspólnie musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, ale stopniowo, by ciało zaczęło pracować jak kiedyś.
Jak trenowaliśmy przy kręgozmyku IV stopnia?
W przypadku Ewy kluczem był trening siłowy, który pozwolił jej wypełniać samodzielnie codzienne obowiązki. Trening siłowy, jaki przyjęliśmy w pierwszym okresie, polegał na nauce prawidłowego oddechu i regulacji ciśnienia śródbrzusznego, co pozwoliło Ewie ustabilizować swój tułów. Pracowaliśmy bardzo dużo na core, czyli mięśniach posturalnych, stabilizujących całe ciało. Z czasem zaczęliśmy wprowadzać różne formy wzorców ruchowych: antyrotacje, rotacje (czyli obracanie się w obrębie kręgosłupa i przeciwdziałanie siłom obrotowym), antyzgięcia (czyli przeciwdziałanie sile prowadzącej do zgięcia w kręgosłupie), antywyprosty (czyli przeciwdziałanie siłom prostującym kręgosłup), które ustabilizowały Ewę w tułowiu. To było dla nas priorytetem. Na końcu zaczęliśmy wprowadzać dociążenie na kończynie dolnej, która trzyma cały tułów i całą obręcz barkową (górę ciała). Rozpoczęliśmy pracę z naciskiem na dolne partie ciała, ponieważ potrzebowaliśmy bardzo mocnych fundamentów, które będą ją utrzymywać na co dzień w życiu.
Zakończenie współpracy i osiągnięcie celu:
Już na przestrzeni dwóch miesięcy Ewa zauważyła, że jest silniejsza, mocniejsza, rzadziej zgłaszała dolegliwości bólowe w odcinku lędźwiowym, była w stanie wykonywać swoje codzienne obowiązki i nie było sytuacji, w której zaczyna odczuwać dyskomfort. Zaczęła brać udział w życiu społecznym, stopniowo, małymi krokami wracała do sportu i ostatecznie okazało się, że może trenować już w pełnym wymiarze. Na nowo zaczęła cieszyć się ze swojej aktywności i ruchomości, która była adekwatna do wieku (Ewa ma 26 lat). Poprawiło się również jej samopoczucie psychiczne, co w procesie terapii jest kluczowe, aby była szansa na ukończenie leczenia z powodzeniem.
Dzisiaj Ewa spełnia się w pracy jako lekarz, planuje podróże, kontynuuje aktywny tryb życia, jest pełna energii, radości i wdzięczności dla siebie samej za to, że odważyła się iść pod prąd!
